Zaplanuj swoje wakacje. Praktyczne wskazówki

walizka podrozna.jpg

Ponieważ w zeszłym roku nie byliśmy nigdzie na wakacjach, w tym oboje z Tomkiem wyczekujemy tych wspaniałych dwóch tygodni laby niczym dzieci końca roku szkolnego. Wraz z wiekiem zmieniły sie potrzeby mojego ducha i ciała. Jestem zdania, że każdy z nas zasługuje i powinien wykorzystać czas urlopowy na 110%. Wiadomo, że są sytuacje, w których jest to niemożliwe, natomiast najlepiej byłoby zafundować sobie totalny reset, w dodatku z dala od domu. Przecież siedząc w swoich czterech kątach zawsze znajdzie się coś, co trzeba koniecznie zrobić! Omieść pająki, wyczyścić wszystkie buty czy zrobić porządek w szafce z garnkami.

W tym roku powiedzieliśmy sobie, że choćby nie wiem co, jedziemy na wakacje. Taka myśl przyświecała nam od stycznia, ale za jakiekolwiek planowanie zaczęliśmy sie brać… w czerwcu. Oczywiście dużo za późno, ponieważ pierwotnie obraliśmy kierunek – Portugalia. Chcieliśmy doświadczyć tego, co w Słowenii. Objechaliśmy wtedy cały kraj, wszystko sobie sami zaplanowaliśmy i były to najlepsze wakacje ever. ALE… Wtedy booking.com poszedł w ruch na początku marca. Dlatego moja rada numer 1 jest taka: Jeśli myślicie o jakimś konkretnym kierunku, chcecie zrobić tzw. objazdówkę, to zacznijcie działać odpowiednio wcześnie. Wydawało nam się, że mamy na to jeszcze chwilę, bo pierwsze półrocze ciągnęło się jak flaki z olejem. Finalnie przeliczyliśmy się – za mało czasu na zaplanowanie tego, co chcemy zobaczyć, jak długo chcemy być w konkretnym miejscu i przede wszystkim: bardzo niewielki wybór noclegów, których ceny podniesione są niekiedy kilkakrotnie. Przykład z naszych wojaży: bukowaliśmy kiedyś hotel we Włoszech. W marcu cena była na poziomie ok. 50 euro. Kiedy w okolicach maja stwierdziliśmy, że może znajdziemy coś innego, okazało się, że ten sam hotel bierze… 100 euro za noc. Jest różnica, prawda? 🙂

Strach przed tym, że nie uda nam się nigdzie wyjechać spowodował, że z uporem maniaka zaczęliśmy, kilka razy dziennie, przeglądać strony internetowe oferujące zorganizowane wycieczki. No już trudno, pomyśleliśmy. Jedźmy z biurem podróży i zobaczmy, kto organizuje lepiej 🙂 Nie nastawialiśmy się na to, czy ma to być all inclusive czy inny konkretny wariant wyżywienia, wiedzieliśmy natomiast jedno, co jest jednocześnie radą numer 2: Nigdy nie bierzcie opcji bez wyżywienia. BB to absolutne minimum! Dlaczego? Ponieważ wstając rano nie musisz myśleć i szukać miejsca, gdzie zjeść najważniejszy posiłek. Po prostu schodzisz na dół. A sytuacje są różne – umierasz z głodu/ Twoja druga połowa nie jest głodna i woli dłużej pospać niż wychodzić na miasto/ masz kaca i potrzebujesz, bez zbędnego ogarniania się, coś szybko zjeść.

Rada numer 3: Jeśli już mniej więcej obierzecie sobie jakiś punkt na mapie, nie wykupujcie pierwszej lepszej oferty. Na wczasy jedzie się po to, żeby odpocząć i odstresować się, a nie pluć sobie w brodę, że wybraliśmy hotel, w którym są obskurne pokoje. ZAWSZE czytajcie opinie turystów i przemyślcie opcję wyjazdu w miejsca, które nie były jeszcze odwiedzane przez inne osoby. Warto też brać poprawkę na „opinie”: ocena 5, opis: brak opisu/ super miejsce/ polecam. Nic nam to nie powie! Żeby się nie zawieść, warto znać konkrety.

Zobaczyliście zdjęcia pięknego hotelu, wspaniale podanych posiłków czy luksusowych pokoi? Chcecie JUŻ tam być? A sprawdziliście, co można tam robić poza jedzeniem i podziwianiem hotelu? Rada numer 4: Zanim zdecydujecie się na finalizację oferty, poczytajcie i przedyskutujcie z osobami, z którymi sie wybieracie na urlop, czy miejsce aby na pewno będzie dla Was wszystkich odpowiednie. Wiecie, jedni wolą leżeć plackiem na słońcu, inni z kolei chodzić po muzeach…

Ok, wszystko już obmyślane, przedyskutowane, decyzje zapadły? W takim razie czekamy na super opcję last minute! Tak, też myśleliśmy, że poczekamy do ostatniego dnia i wyjedziemy za 1500zł/ os. na dziesięciodniowe wakacje. Otóż nie. O ile na www może być informacja o tym, że oferta jest nadal aktualna, a cena spadła o kolejne kilka stówek, tak może się okazać, że… nie ma miejsc w samolocie. My nie lecimy sami i spotkała nas dokładnie taka sytuacja. Dlatego rada numer 5: O ile nie jedziecie w pojedynkę czy w dwie osoby, nie czekajcie do ostatniej chwili. Takie rozczarowanie może zaboleć.

Nam na szczęście taki brak miejsc w samolocie dał sporo do myślenia. Przemiła pani Jola z biura podróży powiedziała, że nic straconego, ponieważ ludzie często dokonują rezerwacji wstępnych i tak naprawdę za kilka godzin może się okazać, że te miejsca się pojawią. W naszym przypadku tak się stało. Tyle tylko, że w tych godzinach niepewności zaczęliśmy robić burzę mózgów na temat Albanii (bo o tym miejscu mowa) i naszego miejsca alternatywnego. Finalnie wybraliśmy zupełnie inny kierunek. Jaki? dowiecie się za niecały tydzień. Trzymajcie kciuki za to, żeby nasz wybór okazał się trafny 🙂

 

Reklamy

Dodaj komentarz