Kobieta vs mężczyzna na zakupach

 

love.jpg

My kobiety, ogólnie rzecz biorąc, uwielbiamy chodzić na zakupy. Jedne z nas cały rok, inne z kolei, żeby poprawić sobie nastrój po okropnym dniu. Oczywiście humor nam dopisze, jeśli idąc na te zakupy mamy pieniądze i uda nam się coś kupić – w przeciwnym wypadku (przynajmniej ja) jestem obrażona na cały świat (a na Tomka najbardziej).

Inaczej za to jest z facetami. Przynajmniej z moim. On nienawidzi chodzić po sklepach. Za każdym razem, kiedy mam ochotę obejrzeć jakąś torebkę, w prześmieszny sposób próbuje mnie wyciągnąć ze sklepu 🙂 No ale co, jeśli musi kupić coś dla siebie? Zamawia przez Internet… A kiedy się nie da i jednak TRZEBA pójść do sklepu? Odkłada ten moment na ostatnią chwilę.

Nie inaczej było jakiś czas temu. W naszym życiu miał nadejść niezwykły dzień – ślub jednego z braci. Musieliśmy się wybrać na zakupy, żeby kupić buty. Wesele w sobotę, a mnie udało się wyciągnąć Tomka w… czwartek. Znacie to, kiedy idziecie do po JEDNĄ konkretną rzecz, w myślach macie wizję wizyty w jednym sklepie i już, po sprawie? Można potem przechadzać się beztrosko po całej galerii, dokupić coś (bo super okazja), wstąpić do Maka. Otóż nie tym razem.

W bonarce spotkaliśmy się około 17, a wyszliśmy jakiś kwadrans przed zamknięciem. I nie, nie była to moja wina, nie ja wybrzydzałam. Tak szczerze, to byłabym w stanie  wybrać coś już w drugim sklepie. Myślę, że odwiedziliśmy wszystkie możliwe miejsca z garniturami i dodatkami, obuwnicze, nawet w TK maxxie byliśmy, którego oboje szczerze nienawidzimy (nic osobistego, po prostu nigdy nic nie potrafimy znaleźć).

Gdzieś w okolicach 20:30 Tomek postanowił się poddać. Nie, on już do żadnego sklepu nie wejdzie, zresztą do jakiego, skoro wszystkie już zwiedziliśmy. Po co wracać do któregokolwiek, przecież w żadnym ani jedna para butów nie sprostała jego oczekiwaniom. Tu za długi czubek, tam za duże, o a tam to już w ogóle szły przekleństwa.

Zaskoczę Was! Ta historia skończyła sie Happy Endem! Nie wiem jakim cudem i z czyją pomocą, ale udało mi się namówić mojego ukochanego do tego, by wrócić do jednego ze sklepów. Zajęła się nami inna miła pani, która znalazła tę jedyną, tę najlepszą parę butów. Tomek cieszył się jak dziecko, a ja czułam ogromną satysfakcję, że zaciągnęłam go jeszcze raz do sklepu. I wiecie co? Wróciliśmy do tego drugiego , o którym pisałam kilka akapitów temu 🙂

 

Reklamy

Dodaj komentarz